Karuzela

Wpisy

  • środa, 23 stycznia 2013
    • Sen i b.

      Od ponad tygodnia śpię w dzień, a siedzę w nocy...Tyle, że nie jest to moja decyzja. Zaczęło się od zbyt dużego napięcia(bo ja nie śpię dla spania, tylko "wysypia" napięcie), ciężko mi było zwlec się z łóżka...Później nie mogłam zasnąć w ogóle, pojawiły się lęki w nocy, ale wzięłam dodatkowego tabsa i zasypiałam, ostatnio biorąc normalnie to co biorę na noc + dodatkowa tabletka uspokajacza, który teoretycznie "ułatwia zasypianie", nie mogę zasnąć do 6-7 rano...Próby przestawienia się były 3 ( bo myślałam, że po prostu się przestawiłam [...]), próby czyli: nie spać cały dzień, po nieprzespanej nocy, położyć się wcześniej i obudzić normalnie w dzień, nie wyszło...bo jak się położyłam to odespałam wszystko i znów obudziłam się wieczorem. Ostatnia próba mnie zdziwiła, nie spałam w nocy, nie spałam w dzień, nie spałam drugą noc, zasnęłam przed 7 i znów obudziłam się wieczorem...Nie mam pomysłu co z tym zrobić...lekarka ostatnio stwierdziła, że zmniejszy mi jeden lek, bo nie mogę spać do 17, jeszcze go nie zmniejszyłam, dopiero od dzisiaj zaczynam. Wątpię, żeby to coś zmieniło...powinnam mieć coś co pomoże mi zasnąć w nocy...

      Odrzuciłam "świat fantazji przed snem"...jakoś tak nie potrafię i nie chce, tego dłużej ciągnąć, bo dawno zrobiło się to chore, myślałam, że to właśnie przez to "odrzucenie", ale nawet jak pozwalam sobie, na "odlot" to i tak nie śpię. Jutro znów jadę do lekarza, bo się aptekarz dopatrzył jakiejś głupoty i mam "błędnie wypisaną receptę", tylko dlatego, że są napisane dwie dawki leku, a ma być jedna o.O, przecież wystarczy skreślić jedną, ale nie, zawracanie dupy. Przynajmniej zagadam o tym spaniu i w ogóle co się dzieje.

      Stwierdziłam, że mój mózg pewnie wygląda jak wyrzygana pizza, ostatnio jest gorzej i to już wiem. Nie czuje się bezpiecznie na ulicy, mam wrażenie, że wszyscy chcą mnie zaatakować, że są zagrożeniem, boje się, że coś mi zrobią. No i z tym żarciem, to się wszystko nasila i robi absurdalne...wszystkiego jest za dużo, fakt schudłam ostatnio, ale najbardziej to chyba na twarzy buhahahha, to mnie nie urządza, jest blokada jeśli chodzi o ten temat...taka, której się sama dziwie...napady obżarstwa, a teraz ciężko mi cokolwiek przełknąć, bo pojawia się głos w głowie, który wie lepiej, co, ile, boje się, że jak już zacznę, to nie będę mogła się opanować, pojawiło się silne "nie mogę bo..." W sumie dawno się to zaczęło...ale to jest coś o czym nie chce rozmawiać, nawet z lekarzem.

      Dzisiaj, jak w końcu otworzyłam oczy, byłam piekielnie zła..."ok, to jeszcze sobie śpij ok.11-12?", dlaczego nikt nie wpadnie na pomysł, żeby mnie obudzić? Tylko jest totalne przyzwolenie na spanie do 20! Boją się...to już widzę, martwią, zresztą duża agresja z mojej strony, gdy ktoś zaczyna do mnie gadać jak śpię i to z jakąś totalną bzdurą, coś co mógłby powiedzieć jak wstanę...ale to nie zmienia faktu, że podanie godziny i przejaw chęci pomocy, jest bardzo wskazany w tej sytuacji...przecież ja sama próbuję...Nie rozumiem takiej postawy, ale ok, nie muszę.

      A już zaczynało się coś ruszać w dobrą stronę, starałam się o większy kontakt i zmniejszałam izolację, ale to też wywołało napięcie, za dużo różnych rzeczy wewnątrz, moje chore myślenie, starałam się poradzić z frustracją i złością w inny sposób (chyba pierwszy raz "coś" takiego zrobiłam...rozmowa o tym co we mnie coś wywołało?o.O), nie wiem co bardziej pomogło, to, że o tym pogadałam na skype, czy wspólna gra z "ludziem".

      Muszę wytrzymać do 4 marca, ale się sypie i obawiam się szpitala w sumie i tak bym się wypisała przed 4, tyle, że nie chce pojechać i dowiedzieć się w marcu, że mnie nie przyjmą bo się nadaje na ogólny, nie wiem...A może to przejściowe, może to reakcja, po której za tydzień nie będzie śladu...coś za długo, ale może...pier*olenie, tak się okłamywać, nic nie znika...wszystko wyżera i gnije środek. Wymówki jak zwykle...najbardziej wyjeb*ane,mam na samą siebie, bije innych na głowę, nie widzę, ślepota totalna(bo nie chce dostrzec?), okłamuje się, ja nielubiany "ktoś" z kim muszę mieszkać, udawać, że lubię i szanuję, bo wypada. A niby się staram, jak dziecko, któremu wszystko z rąk wylatuje, zawsze jego problemy były bagatelizowane przez innych, a teraz sam tak robi, bo uwierzył. Czy ja muszę być naprawdę w totalnej dupie, żeby coś zrobić? Im wcześniej tym łatwiej, przecież wiem jak to wygląda. Wszystko wiem, gówno z tego wynika. Zblokowałam się dawno temu i tyle czasu mi przez palce przeleciało. 

      Mam nadzieje, że na tej terapii ruszę z miejsca, ale to jeszcze chwile trzeba poczekać, w jednym kawałku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Sen i b.”
      Tagi:
      Autor(ka):
      rora0
      Czas publikacji:
      środa, 23 stycznia 2013 03:05

Archiwum

Wyszukiwarka

Ostatnie wpisy

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa